naglowek
AktualnościStyl ŻyciaUrodaZdrowiePoradnikWizyta w Aptece



Bezsenność – jak z nią walczyć

Tylko co trzeci pacjent cierpiący na bezsenność szuka pomocy u lekarza; pozostali albo leczą się domowymi sposobami – ziołami, lekarstwami poleconymi przez znajomych, albo po prostu godzą się z dolegliwością. Badania wykazują, że osoby z zaburzeniami snu częściej są sprawcami wypadków, mają kłopoty z pamięcią, osiągają gorsze wyniki w nauce, pracują poniżej swych możliwości.


Na problemy ze snem uskarża się 35 proc. Polaków – o dziesięć procent więcej niż pięć lat temu. Niewykluczone, że wzrost liczby osób z zaburzeniami snu, to część ceny, jaką płacimy za rozwój cywilizacyjny. Niestety, bezsenność – w tym trudności w zasypianiu lub znaczne skrócenie snu – jest chorobą, która – w dłuższym wymiarze czasowym – zabija – twierdzi dr Michał Skalski z Kliniki Psychiatrycznej Akademii Medycznej w Warszawie.

Kłopoty ze snem pojawiają się zazwyczaj, jako odpowiedź organizmu na trudną sytuację fizyczną, psychiczną lub społeczną. Czasami ich przyczyną są schorzenia somatyczne, takie jak nadczynność tarczycy, reumatyzm, rak, cukrzyca, jednak ponad siedemdziesiąt procent przypadków bezsenności ma podłoże psychiczno – emocjonalne, zwłaszcza nerwicowe i depresyjne. Nadmierny stres, wyczerpujący tryb życia najpierw przejawiają się w postaci problemów ze snem, później mogą przerodzić się w nadciśnienie lub chorobę wrzodową. Bezsenność jest więc wskazówką, że z organizmem dzieje się coś niedobrego; jej leczenie powinno polegać przede wszystkim na zlikwidowaniu pierwotnej przyczyny zaburzeń.

U większości chorych problemy ze snem kończą się wraz z ustaniem przyczyny – stresującej sytuacji lub choroby – jednak czasami przeradzają się one w bezsenność psychofizjologiczną. Jeśli po zlikwidowaniu przyczyny bezsenności przez kolejne 3-4 tygodnie nadal są kłopoty ze snem, należy skonsultować się z lekarzem. U zdrowych osób wieczorny rytuał związany z kładzeniem się do łóżka – mycie zębów, ścielenie łóżka, gaszenie światła – uruchamia mechanizm zasypiania. Kiedy jednak, po kilku nieprzespanych nocach, te same czynności zaczynają kojarzyć się z niemożnością zapadnięcia w sen, mechanizm zasypiania zaczyna działać na opak. Chory wpada w błędne koło: gdy nadchodzi wieczór, napięcie związane z obawami przed kolejną nieprzespaną nocą skutecznie udaremnia próby zaśnięcia. Następnego dnia obawy są jeszcze silniejsze. W takiej sytuacji sięgnięcie po tabletki nasenne może być niebezpieczne. Leki stają się bowiem elementem wieczornego rytuału; po pewnym czasie zaśnięcie bez nich staje się niemożliwe. Zresztą wkrótce nawet po zażyciu tabletek chory śpi kiepsko, bo dawka leku staje się za mała. Pojawia się wówczas problem tzw. utrwalenia bezsenności.

Według dr Michała Skalskiego, przy leczeniu bezsenności ważne jest, aby nie ograniczać się do jednego leku, czy jednej metody leczenia. Doraźnemu stosowaniu leków nasennych powinno towarzyszyć leczenie niefarmakologiczne – psychoterapia, leczenie behawioralne, polegające na zmianie zachowań pacjenta, związanych z zasypianiem. Współczesna medycyna potrafi uśpić każdego, na dowolnie długi czas, o czym najlepiej wiedzą anestezjolodzy, przygotowujący pacjentów do operacji. Jednak nawet po najdłużej trwającym okresie tego typu "bezświadomości", pacjent nie budzi się wyspany i wypoczęty. Dlatego lekarze uznają za leki nasenne tylko te, które działają wybiórczo nasennie i przywracają zdrowy, prawidłowy sen. – Błędem jest nazywanie lekiem nasennym takiego środka, który działa dwie doby, a okres jego półtrwania w organiźmie wynosi 30 godzin lub takiego, którego szczyt działania występuje po 7-8 godzinanch od zażycia, a takie są przepisywane przez niektórych lekarzy. Są to raczej leki uspokajające. Sen wywołany takimi środkami nie jest snem fizjologicznym – uważa dr Skalski.

Do najbardziej powszechnych leków nasennych należą preparaty benzodwuazepinowe, które pojawiły się na rynku w latach 60. (najpowszechniejszym z nich jest relanium). Przyjmowane doustnie, dość szybko wchłaniane są przez organizm, poza wywoływaniem snu poprawiają samopoczucie: dają przyjemne odczucie "luzu", czasami powodują zaburzenia pamięci, dzięki czemu można na pewien czas zapomnieć o problemach, które nie pozwalają nam spać. Jednak wszystkie leki benzodwuazepinowe mają jedną poważną wadę – brane systematycznie uzależniają. Wystarczy kilka miesięcy ich zażywania, a w przypadku niektórych osób nawet kilka tygodni, aby pojawiło się uzależnienie. Co gorsza, do starych, tradycyjnych leków nasennych ich producenci nie dołączają ulotek z informacją, że lek może być stosowany najwyżej kilka tygodni.

Benzodwuazepiny zmniejszają też ilość najbardziej regenerującego ludzki organizm snu głębokiego.
Według zapewnień firm farmaceutycznych, wady tej pozbawione są najnowsze leki, spoza grupy benzodwuazepin (zolpiden, zolpiclon, zaleplon). Działają przez ten sam receptor, co benzodwuazepiny, ale bardziej wybiórczo, dzięki czemu sen przez nie wywołany w znacznie większym stopniu przypomina sen fizjologiczny. Zaletą nowych leków jest to, że po zażyciu doustnym działają w miarę szybko i dość szybko są usuwane z organizmu; powinno się je zażyć leżąc już w łóżku, dopiero wtedy, gdy naprawdę nie można zasnąć. Najważniejsze w leczeniu bezsenności jest to, aby leki były zażywane w razie potrzeby, a nie na wszelki wypadek. U osób, które nie mają poważnych uszkodzeń mózgu, sen jest zakłócony czynnikami natury psychologicznej; w takiej sytuacji wystarczy jakiś drobny bodziec, aby sen wywołać, a potem organizm sam sobie poradzi.

Marzeniem lekarzy, zajmujących się bezsennością, jest odkrycie "hipnotoksyny"; niemal mitycznego białka, które drażni ośrodki mózgu odpowiedzialne za wprowadzenie organizmu w sen. Teoretycznie hipnotoksyna powinna powstawać w mózgu, w czasie stanu czuwania. Gdy jej poziom jest już zbyt wysoki do normalnego funkcjonowania organizmu, podrażnieniu ulegają struktury mózgu wywołujące sen. Zgodnie z tym modelem, poziom hipnotoksyny w organiźmie powinien osiągać maksimum tuż przed zaśnięciem. Wydawać by się mogło, że od tego stwierdzenia już krok do wyekstrahowania związku. Niestety, kolejne próby znalezienia go, nie przyniosły efektu. Swego czasu duże nadzieje wiązano z badaniami nad peptydem muramylowym. Dla uzyskania kilku mikrogramów substancji, zbadano parę ton moczu zebranego w jednostce wojskowej. Testy otrzymanej w ten sposób substancji wykazały jednak nikłą skuteczność w leczeniu bezsenności.

Za endogenną substancję nasenną uznawano przez pewien czas także melatoninę. Odgrywa ona jednak jedynie rolę regulatora rytmu okołodobowego. Melatonina jest wydzielana przez szyszynkę tylko w ciemności; jej rola polega na przekazywaniu mózgowi sygnału, że jest ciemno, należy obniżyć temperaturę organizmu, zmniejszyć aktywność, wydzielać odpowiednie hormony. Kiedy znów robi się jasno, poziom melatoniny spada – to sygnał, że można wstać, przygotować organizm do aktywności podnosząc poziom sterydów lub adrenaliny. Melatonina odgrywa więc w wywoływaniu snu jedynie rolę pośrednią; bardzo dobrze sprawdza się w zastosowaniach związanych z zaburzeniami rytmu okołodobowego, doskonale likwiduje problemy z adaptacją po podróżach lotniczych, nie jest jednak uniwersalnym środkiem na bezsenność.

Badania porównujące skuteczność parafarmaceutyków z lekami nasennymi wykazały znacznie niższą skuteczność tych pierwszych, m.in. pod względem długości snu. Ich niewątpiwą zaletą jest jednak nieporównywalnie niższa toksyczność; po uwzględnieniu rachunku zysków i strat okazuje się, że parafarmaceutyki mogą odegrać istotną rolę w leczeniu besenności, tym bardziej, że nawet długotrwałe ich zażywanie nie wywołuje uzależnienia.

W jakim kierunku pójdą dalsze poszukiwania leków na bezsenność? Dotychczas wszystkie preparaty – zarówno stare benzodwuazepinowe, jak i nowsze niebenzodwuazepino-we – działają na zasadzie hamowania układu gabaergicznego, który jest najsilniejszym układem hamującym w mózgu. Stymulowanie go powoduje sen, uspokojenie, ustąpienie drgawek i relaksację. Wydaje się, że badania nad nowymi lekami będą koncentrowały się na odnalezieniu tych receptorów gaba, które odpowiadają tylko za sen; nowe leki będą więc działały bardziej selektywnie, ograniczone zostanie działanie uboczne. Nowe leki powinny też być wchłaniane i eliminowane z organizmu w sposób zbliżony do normalnego procesu fizjologicznego. Skalski jest jednak pewien, że na bezsenność trzeba będzie spojrzeć jako na chorobę dnia, a nie nocy. – Ludzie mający problemy ze snem funkcjonują inaczej, mają inne napięcie układu wegetatywnego; być może po to, aby wyeliminować zaburzenia snu nocnego, trzeba będzie ich leczyć w ciągu dnia, obniżając nadmierne wzbudzenie układu autonomicznego – mówi Skalski.

P.A.W. Konsultacja medyczna dr Michał Skalski z Kliniki Psychiatrycznej AM w Warszawie


NARKOLEPSJA

Sen napadowy. Ataki narkolepsji zdarzają się głównie w ciągu dnia, zazwyczaj w chwilach największe-go pobudzenia, w najmniej oczekiwanych sytuacjach, np. w trakcie jedzenia, rozmowy telefonicznej, tańca czy nawet prowadzenia samochodu. Chory nagle wpada w stan snu REM, bez przechodzenia przez stadia pośrednie. Dochodzi do zwiotczenia mięśni. Ataki trwają od kilku minut do godziny, pojawiają się nawet kilka razy dziennie. Lekarze upatrują przyczyn narkolepsji w czynnikach genetycznych i środowiskowych. Atakom sprzyjają stres i zdenerwowanie.

SOMNAMBULIZM

Pojawia się w fazie snu głebokiego i wiązany jest zwykle z występowaniem w mózgu bardzo silnych fal delta. W wyniku patologicznie głębokiego snu następuje deregulacja ośrodków ruchu, które zamiast pozostawać w bezczynności nagle uaktywniają się. Śpiący wstaje i zaczyna chodzić, wykonywać różne czynności. Jednym ze sposobów na opanowanie somnambulizmu jest spłycanie snu.

SEN

Nadal nie wiadomo, dlaczego organizm ludzki go potrzebuje: czy konieczny jest do odpoczynku, czy może służy odbudowie zapasów energii mózgu. Pierwszy zwiastun nadchodzącego snu to pojawiające się w mózgu fale alfa, świadczące o osiągnięciu stanu relaksacji. W chwilę potem następuje trwające kilka minut stadium płytkiego snu, zwanego także półsnem. Stadium drugie to etap przejściowy od snu płytkiego do głębokiego; trwa dziesięć do piętnastu minut. Sen głęboki to najdłuższa, prawie godzinna faza. Charakterystyczne są dla niej wolne fale delta. Jest to najważniejszy dla regeneracji organizmu element snu. Właśnie w tej fazie pojawia się niekiedy somnambulizm, czyli chodzenie w czasie snu. Po upływie około półtorej godziny od zaśnięcia pojawia się sen paradoksalny – REM – charakteryzujący się szybkimi ruchami gałek ocznych (po angielsku Rapid Eye Movement – stąd nazwa REM). W tej fazie snu występują marzenia senne, organizm nie reaguje na zmiany temperatury, czy stężenia dwutlenku węgla. Mimo to w czasie fazy REM człowiek budzi się bardzo łatwo – ze snu może go wyrwać przypadkowy dźwięk lub nagła cisza. Według niektórych teorii, w fazie REM porządkowana jest pamięć – usuwane są mniej istotne informacje, inne są synchronizowane z dotychczasowymi doświadczeniami. REM utrwala informacje przyswojone w ciągu dnia i ułatwia naukę. We śnie fizjologicznym fazy snu głębokiego i REM występują kilkakrotnie, na przemian.










projekt strony - rokart