naglowek
AktualnościStyl ŻyciaUrodaZdrowiePoradnikWizyta w Aptece



Serce trzech religii
Andrzej Talaga

Złota kopuła Meczetu Omara góruje nad starą częścią Jerozolimy. Wznosi się ona w samym centrum wzgórza, które stało się miejscem świętym zarówno dla żydów, muzułmanów jak i chrześcijan.

Tutaj Abraham chciał złożyć Bogu ofiarę ze swego syna Izaaka, tutaj stanęła później świątynia Salomona; tutaj Jezus smagał biczem kupców bezczeszczących dom Boga. Stąd wreszcie Mahomet uleciał do nieba, a w dzień Sądu Ostatecznego tutaj właśnie zgromadzą się sprawiedliwi, którzy unikną karzącej ręki Pana. Nic dziwnego, że Wzgórze – po miejscach związanych z życiem Jezusem – jest najczęściej odwiedzanym przybytkiem podczas pielgrzymek do Ziemi Świętej.

Ostatnie wiadomości z Bliskiego Wschodu o rozruchach i walkach izraelsko-palestyńskich nie zachęcają może do podróży do Jerozolimy. Trzeba jednak pamiętać, że nie zginął tam, ani nie został ranny nawet jeden zagraniczny turysta czy pielgrzym. Dla cudzoziemców Wzgórze jest bezpieczne.

Zaczęło się od Abrahama

W biblijnej Księdze Rodzaju czytamy, jak Abraham na rozkaz Boga chciał złożyć w ofierze swojego syna Izaaka. Jego posłuszeństwo zostało docenione i anioł zatrzymał uzbrojoną w nóż rękę ojca. Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie wierzą, że stało się to na skale wieńczącej Wzgórze Świątynne. Z tego okresu, poza biblijnym zapisem, nie zachował się jednak żaden ślad. Historia tego miejsca zaczęła się od króla Salomona. To on wzniósł na Wzgórzu swój pałac, a przede wszystkim połączoną z nim świątynię jedynego Boga Izraelitów. Stąpając po Wzgórzu Świątynnym mamy pod sobą pozostałości tej konstrukcji. Według tradycji miejsce Święte Świętych, gdzie stał ołtarz Jahwe i gdzie przechowywano Arkę Przymierza, miało znajdować się dokładnie pod złotą kopułą Meczetu Skały. Czy tak było?

Wzgórze Świątynne pozostaje jedną z największych tajemnic światowej archeologii. Niby ze źródeł pisanych wiadomo, co się tam znajdowało i kiedy, jednak ze względów religijnych naukowcy nigdy nie dostali zgody na jego przekopanie. Są jednak inne metody penetrowania gruntu, na przykład fotografia satelitarna. Według niektórych interpretacji zdjęć robionych z kosmosu ołtarz świątyni Salomona znajdował się kilkadziesiąt metrów od skały, czyli pod obecnym dziedzińcem. Do podobnych wniosków doszli archeologowie, którzy dostali zgodę na zbadanie wycinka długich na kilkanaście kilometrów korytarzy pod Wzgórzem Świątynnym.

Zupełnie poważnie traktowana jest hipoteza, że gdzieś za ścianą jednego z nich została ukryta Arka Przymierza, która – ze względu na korzystny klimat – mogła zachować się do dziś. Próżne są jednak nadzieje, że uda się zorganizować jej poszukiwania. Miejsce to jest zbyt święte, by bezcześcić je łopatą archeologa, jego tajemnice długo więc pozostaną nierozwikłane. Zwykły pielgrzym powinien jednak zapomnieć o podziemnych korytarzach, musi zadowolić się stąpaniem po samym Wzgórzu, nigdzie więcej go nie dopuszczą.

Zachodni mur

Widok Żydów modlących się pod Ścianą Płaczu znamy dobrze, choćby z telewizyjnych migawek i zdjęć publikowanych w kolorowych magazynach. Owa ściana to nic innego jak pozostałości zachodniego muru zewnętrznego świątyni, która została dwukrotnie zburzona; raz przez Babilończyków, innym razem przez Rzymian. Babiloński król Nabuchodonozor podczas najazdu w 587 roku przed naszą erą nie pozostawił z Jerozolimy kamienia na kamieniu. Odbudował ją Herod Wielki, ten który kazał pozabijać dzieci, by pozbyć się małego Jezusa.

Rzymianie ponownie zniszczyli świątynię podczas buntu przeciw ich panowaniu w 70 roku naszej ery. Żydzi przedstawiają drugie zburzenie świątyni jako kolejne, nie dające się ogarnąć ludzką myślą świętokradztwo. Rzymianie wcale jednak nie podpalili przybytku, by zniszczyć żydowskiego ducha, winni temu nieszczęściu są raczej powstańcy, którzy bronili się w jego wnętrzu. Świątynia spłonęła podczas walk, a nie po nich. Po wybuchu pożaru wznieconego w ferworze bitwy, legioniści ratowali z jej wystroju co tylko się dało. Wcale zresztą nie po to, aby zachować żydowskie skarby dla potomności, ale by pochwalić się nimi podczas triumfalnego pochodu ulicami Rzymu. Można go do dziś oglądać na reliefach kolumny Trajana w Wiecznym Mieście.

Dla żydów sprofanowany dom Boga nie jest już nim i nie wolno go czcić. Właśnie dlatego, dziś, naczelny rabinat Izraela zabrania wchodzenia na Wzgórze pod groźbą okrycia się nieczystością, o czym informują stosowne napisy po hebrajsku i angielsku. Żydzi mogą jednak modlić się przy Ścianie Płaczu, zwanej Kotel. Mur, przy którym odbywają się modły – szczególnie 9. dnia miesiąca Av (lipiec, sierpień), kiedy padła świątynia – ma, według tradycji – pochodzić jeszcze z czasów rzymskich. Najprawdopodobniej jednak widoczna część ściany jest późniejsza, zbudowano ją już w czasach arabskich, archeolodzy są jednak zgodni, że pod ziemią niewątpliwie znajdują się resztki zewnętrznego muru drugiej świątyni, a jego podstawy pamiętają jeszcze czasy Salomona. Żydzi modlą się po zewnętrznej stronie muru, a więc już poza obszarem świątynnym. Obecnie teren przed Ścianą Płaczu jest przystosowany do dużych uroczystości państwowych. Do muru może podejść każdy, o ile założy na głowę kippę lub cokolwiek innego.

Odcinek od murów Starego Miasta do Ściany Płaczu można pokonać różnymi drogami. Jedna prowadzi przez dzielnicę arabską, jeśli ją wybierzemy, trzeba wcześniej zainteresować się czy przypadkiem nie ogłoszono strajku albo nie zanosi się na rozruchy, bo w takim przypadku możemy mieć kłopoty z dotarciem na miejsce. Druga zaś przez dzielnicę żydowską. Ten szlak jest pewniejszy, ale nie dostarcza takich wrażeń jak w poprzednim wypadku. Dzielnica ta była bowiem w przeszłości zniszczona i odbudowano ją dopiero po 1967 roku.

Ślad chrześcijański

Uważa się dość powszechnie, że chrześcijanie w okresie rzymsko-bizantyjskim niewiele interesowali się Wzgórzem. Kiedy jednak uważniej przyjrzeć się Al-Aksa, drugiemu stojącemu tam meczetowi, można zauważyć, że ma on typowy kształt rzymskiej bazyliki. Historycy architektury sugerują, że budynek został zbudowany w 536 roku na rozkaz cesarza Justyniania jako kościół Świętej Marii. Arabowie nazywają zresztą dolinę Cedronu, która rozdziela Wzgórze Świątynne i Górę Oliwną – Wadi Sitt Maryam, czyli doliną Naszej Pani Marii. Czy przypadkiem nie ma to związku z dawnym kościołem? Dawne to jednak czasy, od VII wieku Wzgórze kontrolują muzułmanie. Właśnie oni wybudowali tam meczety i mniejsze obiekty kultowe.

Niewątpliwą perłą architektoniczną Wzgórza i całej Jerozolimy jest Meczet Skały, zwany też Meczetem Omara – niełusznie, ponieważ wcale nie wybudował go kalif Omar. Jego złotą kopułę widać na większości pocztówek z panoramą starej Jerozolimy. Przykuwa wzrok, jest punktem centralnym, osią, wokół której wyrosły inne zabytki świętego miasta. Błyszczące w lewantyńskim słońcu złoto rzuca wyzwanie doczesności świata, wszak obłożono nim kopułę nie dlatego, by pokazać swoje bogactwo, ale na chwałę tego miejsca. Władcy świata muzułmańskiego uznawali za wielki honor przyozdabianie meczetów. To, co dziś możemy tam podziwiać jest efektem hojności kalifów z dynastii Umajjadów, emirów, a w największym stopniu tureckiego sułtana Sulejmana Wspaniałego. Ofiarną skałę Abrahama przykrywa kopuła złożona z dwóch warstw oddzielonych pustą przestrzenią. W jej wewnętrznej części ciągnie się na wiele metrów pas epigraficzny na cześć Jezusa. Wnętrze Meczetu i zewnętrzne ściany zdobią ceramiczne kafelki, niewątpliwie jeden z cudów sztuki islamskiej. Kopule skały wyraźnie ustępuje pokryta srebrem kopuła meczetu Al-Aksa i niewielka kopuła łańcucha, ustawiona w miejscu, gdzie Salomon zawiesił łańcuch łączący niebo z ziemią. W dniu Sądu Ostatecznego ci, którzy go chwycą – ocaleją.

Pomimo, że cała Jerozolima, w tym jej arabska część, jest obecnie kontrolowana przez Izrael, Wzgórze wyłączono spod jego jurysdykcji, izraelska policja tam nie wkracza, a porządku pilnują nieuzbrojone służby arabskie. Miasto w mieście Wzgórze Świątynne, dla Arabów Haram esz-Szerif, zajmuje jedną szóstą powierzchni Starej Jerozolimy. To 145 tysięcy metrów kwadratowych – jeden z największych obszarów sakralnych na świecie. Całość jest ogrodzona wysokim murem z piętnastoma bramami. W piątki – dzień muzułmańskich modlitw – dziedziniec pomiędzy meczetami Skały i Al-Aksa wypełniają tysiące pielgrzymów. Wzgórze jest bowiem trzecim pod względem ważności – po Mekce i Medynie – świętym miejscem islamu. Według tradcji muzułmańskiej Mahomet został przeniesiony przez archanioła Gabriela do Al-Aksa, gdzie rozmawiał z Mojżeszem i Jezusem. Zachował się tam ponoć nawet odcisk stopy Jezusa, który jest muzułmańską relikwią. Prorok odszedł też z tego świata unosząc się ku niebu właśnie ze skały Abrahama. Poza piątkami, na teren dawnej świątyni może wejść każdy, nawet żyd – o ile złamie zakaz rabinatu. Zdarza się to zresztą dość często, szczególnie, gdy chodzi o przyjezdnych z zagranicy. Muzułmanie udają wówczas, że nic nie widzą, choć w przedziwny sposób potrafią odróżnić żyda od chrześcijanina, nawet jeśli wyglądają oni podobnie.

Z jednej strony Góra Oliwna przoozdobiona chrześcijańskimi świątyniami kilku wyznań, z drugiej skłębione przy wąskich uliczkach szare domy muzułmańsko-żydowsko-chrześcijańskiego miasta. Długo wierzono, że Wzgórze jest centrum nie tylko Jerozolimy, ale i świata. Znaczenia tego miejsca nie da się porównać z niczym innym, to jakby serce pompujące życiodajną krew w żyły trzech monoteistycznych religii. Dwie z nich – chrześcijaństwo i islam są głównymi religiami dzisiejszego świata. Pamiętajmy o tym, gdy będziemy pielgrzymować w to miejsce.







projekt strony - rokart