naglowek
AktualnościStyl ŻyciaUrodaZdrowiePoradnikWizyta w Aptece



Apokalipsa wg Gibsona
Natalia Lemann

Premiera najnowszego filmu Gibsona odbyła się w cieniu jego alkoholowych i antysemickich wyskoków, po których wieszczono koniec kariery reżysera. Czy jednak zachowanie artysty ma prawo powodować ostracyzm wobec jego pracy twórczej? Na szczęście „Apocalypto” broni się samo. Gibson znów stworzył wielkie, choć brutalne widowisko historyczne.

Mel Gibson zdołał już zasłynąć jako reżyser tyleż porywających, co kontrowersyjnych widowisk historycznych. Medialny szum oraz pojawiające się tu i ówdzie głosy oburzenia towarzyszące „Pasji” wtłoczyły Gibsona w szufladkę przeznaczoną dla artystów niepokornych i niewygodnych. Filozofia kina historycznego wg Gibsona odbiega od hollywoodzkich standardów. Tu nikt widzowi nie ułatwia podróży w czasie. Żadnych podpowiedzi, ułatwiających orientację w odległej epoce historycznej. Widz, siadając w fotelu kinowym, wchodzi do wehikułu czasu i odbywa niezapomnianą podróż. Jeśli nie rozumie realiów, to jego strata, trzeba było się douczyć przed projekcją. Teraz, siedząc przed ekranem, należy chłonąć widowisko, dać się unieść jego sile i wrażeniu wszechogarniającej obcości, towarzyszącej spotkaniu z odmienną cywilizacją. Kolejna bariera to język.
W „Pasji” aramejski i łacina, w „Apocalypto” zapomniany język Majów, Yucatec. Kiedy jednak widz oswoi szok kulturowy, może zdumiony dostrzec pewne podobieństwa pomiędzy schyłkiem cywilizacji Majów, a problemami trawiącymi współczesną cywilizację Zachodu.
„Apocalypto” to opowieść o zagładzie Majów, zwanych Grekami Ameryki. Majowie stworzyli wysoką cywilizację, pod pewnymi względami przewyższającą europejską. Stworzyli chociażby w X wieku kalendarz dokładniejszy niż gregoriański, wprowadzony w Europie w XVI w., wcześniej niż Europejczycy poznali zero w matematyce, wznosili monumentalne budowle, i to bez znajomości koła. Ich miasta liczyły do 200 tys. mieszkańców. Dlaczego więc ich cywilizacja upadła? Uczeni spierają się o to do dziś, a Gibson opowiada się za wersją rozkładu wewnętrznego cywilizacji, brutalizacji kultu i braku szacunku dla ludzkiego życia. Głównym bohaterem filmu jest młody wojownik Łapa Jaguara (Rudy Youngblood) (większość aktorów to amatorzy – Meksykanie i Indianie), porwany przez wojowników z miasta, którzy wymordowali jego rodzinną wioskę. Łapa Jaguara i jego współplemieńcy mają zostać złożeni w ofierze okrutnym bogom, stale łaknącym krwi. Młody wojownik nie zamierza spocząć na rytualnym ołtarzu. W głębokiej pieczarze czekają na niego cudem uratowani żona, syn i nienarodzone dziecko. Łapa podejmuje więc walkę o życie, eliminując w meksykańskiej dżungli kolejnych przeciwników. Jest niezwykle skuteczny i pomysłowy, czego dowodem nietuzinkowe zastosowanie pszczół czy pewnego gatunku żaby (Predator i Rambo nie dotrzymaliby mu kroku!)
To prawda, że film Gibsona jest niesłychanie brutalny. Wyrywanie serc, ćwiartowanie zwłok i inne dantejskie sceny na długo zapadają w pamięć. Jest to jednak efekt zamierzony, obnażający prawdę o cywilizacjach prekolumbijskich. Uczciwość historyczna nakazuje mi zauważyć, że Gibson najwyraźniej pomylił Majów z Aztekami, co nie ma jednak wielkiego wpływu na porażający efekt artystyczny. Warto ten film zobaczyć też i ze względu na scenografię widowiska. Stroje, biżuteria, budowle prekolumbijskie odtworzone zostały niesłychanie wiernie, tworząc wielowymiarowe, barwne prekolumbijskie malowidło. „Apocalypto” to film zapadający w pamięć.






projekt strony - rokart